Walenty w WIOŚNIE

Nasza organizacja skupia bardzo dużo różnych ludzi. Łączy nas chęć pomagania uczniom. Czasem jednak tworzą się także prywatne relacje pomiędzy wolontariuszami – jak to zwykle bywa w większej grupie. Są to często przyjaźnie a zdarzają się także prawdziwe miłości. W tym roku niektóre z nich zostaną potwierdzone na ślubnym kobiercu.


Historia numer 1:
przypadek.

Kaja znalazła ogłoszenie na stronie biura karier jej uczelni. Stwierdziła, że to coś dla niej. Studiuje stosunki międzynarodowe i pedagogikę. Chciała zrobić coś dla innych. Miała już doświadczenie w pracy z dziećmi, bo pracowała na obozie jako wychowawca. Wysłała swoje CV, przyszła na spotkanie rekrutacyjne i tam poznała Mikołaja. Prowadził spotkanie rekrutacyjne. Dzisiaj się z tego śmieją, ale podobno nie spisał się jako prowadzący. – Tak, byłem zestresowany i bardzo poważny. Wszyscy mi potem zwracali uwagę, że nie poszło mi najlepiej – wyjaśnia Mikołaj. Przygotowywał się do rekrutacji jak każdy inny lider, czyli między innymi przeglądał przesłane przez kandydatów CV. Kojarzył Kaję po jej dokumentach, mimo to pomylił ją w czasie rozmowy. – Zapytał jakąś inną dziewczynę o praktykę zagraniczną, którą ja miałam wpisaną w CV. I co najdziwniejsze, ona odpowiedziała twierdząco. Śmieszna pomyłka, pewnie ze zdenerwowania – mówi Kaja. Spotkanie rekrutacyjne kończy się rozmową z potencjalnym wolontariuszem. Do przepytania zawsze jest kolejka. I Kaja czekała na swoją. Była ostatnia. Traf chciał, że rozmowę z nią przeprowadził Mikołaj, choć zaplanowane było inaczej. Pomimo tego, że Kaja miała za sobą ciężki dzień, rozmowa, wbrew pozorom, przebiegła jak z każdym innym wolontariuszem. Bardzo neutralnie. Udało się jednak. Kaja trafiła do WIOSNY. Kolejnym etapem jest szkolenie, a potem wybór szkoły, w której tutor pracuje z uczniem. – Dzięki filmowi pokazowemu, rozpoznałam w Mikołaju osobę, którą już znałam z rekrutacji i pomyślałam, że może łatwiej byłoby mi zacząć pracę właśnie w jego kolegium. Krótko mówiąc: film przeważył – wyjaśnia Kaja. Kolejnym etapem jest spotkanie z liderem i wybór ucznia.

– No to się umówiliśmy. Swoim współlokatorom powiedziałem, że idę na spotkanie z nową wolontariuszką. Nic nadzwyczajnego. W październiku to u mnie normalne, że spotykam się co chwilę z kimś ze swojego zespołu. Tym razem jednak nie wróciłem jak zwykle po godzinie. Tak nam się dobrze rozmawiało, że dotarłem do domu dopiero nad ranem – wyjaśnia Mikołaj. I tak zaczęli się spotykać nie tylko na stopie służbowej. Następne było kino. Ona w trampkach, on w marynarce. Potem kolacja na Kazimierzu – po studencku, na zapiekankach z Okrąglaka. Początki nie rokowały dobrze. Momentem przełomowym naszej znajomości był krótki wyjazd Mikołaja do domu na Wszystkich Świętych. - Nie specjalnie czekałam na jego telefon. Zdałam się raczej na jego inicjatywę. I tak się stało, na szczęście, zadzwonił. Myślę, że ta przerwa dobrze nam zrobiła – mówi Kaja. W kolejnych tygodniach spędzali ze sobą prawie całe dnie. Wyjścia do kina, spotkania ze znajomymi. Okazało się, że śmieją się z tych samych rzeczy, patrzą w tę samą stronę, tak samo ważne są dla nich zajęcia z ich uczniami. Wiele ich łączy. Znajomi śmieją się, że Mikołaj sobie „zrekrutował” dziewczynę. A może to rzeczywiście przypadek?

Kaja i Mikołaj o sobie.

Kaja:

- Jestem osobą... ambitną.

- Lubię gdy... wszystko idzie po mojej myśli.

- WIOSNA to... miejsce, dzięki któremu poznałam wielu wartościowych ludzi.

Mikołaj:

- Jestem osobą... poukładaną.

- Lubię gdy... potwierdza się, że warto być przyzwoitym.

- WIOSNA to... miejsce, które pozwoliło mi inaczej spojrzeć na świat.


Historia numer 2: kolejny przypadek.

Koordynatorka i lider. Ania i Szymon. W WIOŚNIE są już weteranami. Swoją przygodę z wolontariatem w AKADEMII PRZYSZŁOŚCI zaczęli cztery lata temu. Poznali się w liceum w Zawierciu. I właśnie od szkoły średniej tworzą parę. Po maturze przyszedł czas na studia. Ania wyprowadziła się do Krakowa, by zostać panią psycholog, a Szymon został w rodzinnym mieście. – Bardzo tęskniliśmy za sobą, bo widywaliśmy się dwa razy w miesiącu, kiedy ja przyjeżdżałem na wykłady – mówi Szymon. Na co Ania od razu się śmieje: – Kto tęsknił, ten tęsknił... Tak minęły dwa lata. Potem już razem byli w Krakowie.

Ania zobaczyła ogłoszenie na swojej uczelni. Wtedy nie można tego było nazwać plakatem - AKADEMIA dopiero się rozwijała. Pierwsze spotkanie dla nowych wolontariuszy było w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej przy ul. Rajskiej. Ania namówiła Szymona. – Chciałem zostać nauczycielem po studiach. Stwierdziłem, że to będzie dobre przygotowanie. Z drugiej strony jednak byłem do tego pomysłu nastawiony sceptycznie, choć mnie zaciekawił. Trafiłem do szkoły na os. Podwawelskim. Byliśmy tam razem z Anią – wyjaśnia Szymon. Dawniej AKADEMIA nie była tak dobrze zorganizowana. Nie było tylu fajnych okazji do spotkań i poznawania innych wolontariuszy z danej szkoły. Ania i Szymona zorganizowali więc tak swoje zajęcia, aby mogli się widywać. Po roku Ania awansowała na lidera w gimnazjum na Prądniku Białym, a Szymon wybrał pracę w rodzinnym domu dziecka w innej części miasta. Rozdzielili się w WIOŚNIE, ale nadal są razem prywatnie. W tym roku planują ślub.

- W WIOŚNIE warto być otwartym na ludzi. Zamykanie się jest niewskazane. Spotykasz się z wieloma ludźmi, wnosisz część siebie i bardzo dobrze się stanie, jeśli zawiążą się bliższe przyjaźnie – wyjaśnia Ania. Jak w każdej dużej grupie, tak i tu zdarzają się gorsze dni. Czasem przeszkadza to, że nasi przyjaciele są również współpracownikami. Ania dużo czasu spędza w biurze - zdarzały się nawet wspólne kolacje w siedzibie WIOSNY! Praca jest bardzo wymagająca. Angażuje także mentalnie. Nie da się tak po prostu zapomnieć o tym, co robiło się w ramach WIOSNY. Na szczęście w życiu Ani i Szymona nie ma kłótni o WIOSNĘ. Oboje zdają sobie sprawę z tego, jak ważna jest dla nich praca w Stowarzyszeniu. – Może to dziwne, ale na wspólnym wyjeździe szkoleniowym wolontariuszy mało kto wiedział, że jesteśmy razem. Ludzie byli zdumieni, że potrafimy być razem i jednocześnie zachowywać się bardzo profesjonalnie podczas „służbowego” wyjazdu – mówi Szymon.

Ona – koordynatorka (w domu też – śmieje się Szymon, który koszule prasuje sobie sam, w ramach delegowanego mu przez Anię zadania), on – lider (piecze najlepsze ciasta, znane w całej WIOŚNIE – wyjaśnia Ania). I kto ma większą władzę?

Ania i Szymon o sobie.

Ania:

- Jestem osobą… która wiecznie dąży do ideału.

- Lubię, gdy… mam w sobie spokój i odwagę, kiedy wokół wszystko szaleje.

- WIOSNA to… mój drugi dom.

Szymon:

- Jestem osobą… o szerokich zainteresowaniach i często mało cierpliwą.

- Lubię gdy… nie muszę wcześnie wstawać.

- WIOSNA to… moja odskocznia od szarej codzienności.


Jeszcze jeden przypadek?

Tym razem Magda i Mateusz. Historia podobna do dwóch poprzednich. I z happy’endem.

Magda już miała doświadczenie w pracy charytatywnej. WIOSNA nie była pierwszą organizacją, w której była wolontariuszką. Zobaczyła plakat na uczelni i postanowiła spróbować swoich sił. Spędziła w szkole w Nowej Hucie trzy lata. Zaczynała jako wolontariuszka, a potem została liderką. Mateusz z kolei, za namową kolegi, postanowił zrobić po prostu coś fajnego. Też zobaczył plakat i po prostu wysłał CV.

Po raz pierwszy Magda i Mateusz spotkali się podczas rekrutacji. Śmieją się, że ich pierwsza rozmowa była o dzieciach, więc później to już było z górki. Potem Mateusz wybrał szkołę Magdy. Napisał maila na przywitanie do swojej liderki z pytaniem „Czy mnie jeszcze pamiętasz?”. I tak się zaczęło. Niewinnie. – Wszyscy mi zazdrościli, bo miałam najwięcej mężczyzn w zespole. Mówili, że zabrałam wszystkich przystojniaków – śmieje się Magda. – Fajna babka, stwierdziłem – mówi Mateusz. Mieli kontakt tylko w czasie „spotkań służbowych”. Mimo to, zawsze udawało się tak ułożyć plan, by mieć zajęcia w AKADEMII w tym samym czasie. Potem można się było nawzajem odprowadzać. – Było wielu fajnych wolontariuszy, ale w Mateuszu odkryłam coś więcej – wyjaśnia Magda. Przez pół roku tak się odprowadzali. Było dyskretnie i spokojnie. – Potem Mateusz zaczął pracować w tym samym kompleksie biurowym co ja, więc szanse na spotkania się zwiększały – mówi Magda. Po jakimś czasie coś głębszego zaczęło się w nich budzić. I tak już zostało. Mają plany i konkretną datę ślubu. – Potrafił jechać przez pół miasta, by zostawić mi kwiaty na klamce od drzwi. To mnie urzekło – mówi Magda. Dowiedzieli się o sobie najważniejszych rzeczy. Wiedzą czego chcą od życia i jak nim kierować. Mają wspólne cele, do których realizacji dążą. Planują w przyszłości założyć rodzinny dom dziecka. – Chyba na to miał też wpływ kontakt z „wiosennymi dziećmi”. Mamy taki sam pomysł na życie – wyjaśnia Magda.

Magda i Mateusz o sobie.

Magda:

- Jestem osobą… która wierzy w ludzi

- Lubię gdy… wyjeżdżam w ciemno i bez większych planów

- WIOSNA to… dobre miejsce do poznania samego siebie

Mateusz:

- Jestem osobą… zwyczajną, jak niemal 7 mld ludzi na ziemi J

- Lubię gdy… mam ściśle określony cel, który chcę osiągnąć

- WIOSNA to… realizacja najczęściej nieuświadomionych marzeń małych ludzi...

I na koniec...

WIOSNA pozwala stworzyć wiele dobrych relacji. Przede wszystkim jest to dobra znajomość wolontariusza z uczniem. Nie zapominajmy jednak, że WIOSNA to także sami wolontariusze wśród których rodzą się różne relacje. – WIOSNA nauczyła mnie doceniać to, co mam i cieszyć się z tego. Poznałam tu niesamowitych ludzi: między innymi Agatę, Anetę i Anię. Uwielbiam się z nimi spotykać. Oczywiście dużo rozmawiamy o Stowarzyszeniu, ale to nie jest jedyny temat, który nas łączy. Potrafimy się razem bawić, pocieszać i po prostu rozmawiać o głupotach i poważnych sprawach. Wypad na zakupy czy weekendowa kawa, wspólny film u kogoś w mieszkaniu. To tylko kilka okazji do spotkań. Poznałam tu mnóstwo pozytywnie zakręconych ludzi i wierzę, że niektóre z tych znajomości to przyjaźnie na długo – wyjaśnia Wiola, wolontariuszka i reporter AKADEMII PRZYSZŁOŚCI.

Anna Cygal – reporter AKADEMII PRZYSZŁOŚCI

Zdjęcia:

Kaja i Mikołaj Magda i Mateusz Anna i Szymon
Copyright © 2007-2010  •  Wykonanie: INVENTOR Multimedia